Tanie linie nadal nie podają prawdziwych cen biletów
Od kilku tygodni obowiązuje nowe prawo w krajach Unii Europejskiej, które zakazuje liniom lotniczym stosowania ukrytych cen. Zakaz miał być w swoim założeniu surowy, okazuje się jednak, że nie wszyscy przewoźnicy się nim przejęli.
Dziennikarskie śledztwo przeprowadził „Dziennik”, wynika z niego, że wiele linii świadczących swoje usługi na polskim rynku usług lotniczych nadal stosuje procedury mające się nijak do nowych przepisów – ze zgromadzonych przez dziennikarzy danych jasno wynika, że ceny podawane przez przewoźników objętych „śledztwem” to fikcja. Sprawdzane były największe tanie linie lotnicze, w każdym przypadku okazywało się, że ceny podane w ofercie były wielokrotnie niższe od końcowych, które musiał uiścić pasażer. Na przykład Ryanair podaje cenę lotu z Wrocławia do Dublina na połowę stycznia jako 118 zł, na końcu okazuje się, że jest to co najmniej 281, 10 zł.
Jeszcze gorzej jest w badanym przypadku lotu oferowanego przez Bmibaby – lot z Cardiff ma kosztować 190 zł, w rzeczywistości jest o wiele droższy, cena skacze aż do poziomu 603 zł. Nieciekawie przedstawia się również sytuacja w przypadku WizzAir. Stosunkowo najmniej nieprawidłowości doszukano się w ofercie Norwegian Air Shuttle.